240 km/h autem z 1994 roku!

Elektromobilność, czyli podróżowanie się pojazdami napędzanymi prądem elektrycznym zmagazynowanym w bateriach trakcyjnych.
To nowy, silnie lansowany i wspaniały pomysł na przemieszczanie się samochodem.
W jakiś bliżej nieokreślony sposób ma on być czystszy, lepszy i uratować planetę przed gniewem klimatu i matki natury.
Narracja jest mniej więcej taka, ludzie poruszają się na soku z dinozaurów, dlatego też matka natura ich ukaże, zsyłając na nich plagi niemalże egipski, przy okazji uśmiercając całą planetę.
Chyba że… nasze miotające sądzą rydwany z piekła, zamienimy w niebieskie pojazdy poruszane siłą błyskawicy, wtedy armagedon zostanie odwołany.
Wczoraj wracaliśmy znad morza samochodem napędzanym najczarniejszym z czarnych, podłym soku z dinozaurów, olejem napędowym.
Nasz niemalże 30 letni pojazd pokonał tą trasę w 6 godzin, nie potrzebując po drodze ani tankowania, ani też ładowania, a po powrocie do domu w zbiorniku, było paliwa na kolejne 400 kilometrów.
Podczas jedynego postoju na trasie, kiedy to jedliśmy kanapki, zauważyłem kolejkę jedynie trzech aut bateryjnych w oczekiwaniu na ładowanie. Jedno auto było podłączane, reszta czekała.
Cóż, kiedy my już smacznie spaliśmy w swoim domu, posiadacz ultranowoczesnego auta elektrycznego dopiero doczekał się na swoją kolej w pozyskiwaniu cennej energii.
Ps
Zdjęcie niepowiązane, stare auta jeżdżą maksymalnie 90km/h, każdy to wie ![]()
![]()