Niedzielna podróż w czasie.

Sztuczna inteligencja, Fomo, przebodźcowanie, wojna, pandemia, atomowa apokalipsa, tak to jedne z wielu trosk współczesnego świata, współczesna młodzież żyje w naprawdę wymagających silnej psychiki czasach.
Tymczasem, są inne zdecydowanie bardziej powolne i spokojniejsze równoległe światy, bańki informacyjno – kulturowe.
Jedno z takich uniwersów odwiedziłem w Niedzielę.
Wybrałem się z kolegą na giełdę samochodową – Rybitwy.
W czasach powszechnego dostępu do Internetu, aplikacji sprzedażowych, kto może jeszcze sprzedawać lub kupować auta na giełdzie? To przecież zupełnie bez sensu.
Jakże się myliłem.
Po wejściu na teren giełdy teleportowało nas do roku 1991.
Z radiowęzła były wygłaszane ostrzeżenia o kradzieżach kieszonkowych, i uwadze przy zawieraniu transakcji, wszędzie unosił się intensywny zapach smażonej kiełbasy i karkówki.
Na straganach leżały kasty VHS, elektronika z Chin, narzędzia znanej i cenionej firmy NO NAME.
Aut i chętnych na zakup było mnóstwo, kwitł handel ![]()
![]()
Naszą uwagę zwróciło przepiękne granatowe Audi 100 – cygaro.
Kamil, mój kolega, postanowił sprawdzić „ile pójdzie” w tym celu, jak to w latach 90’tych przykleił się niczym glonojad do szyby bocznej Audi i odczytał wynik 200km/h
Sprzedawca, taki rasowy, z wąsem, w kamizelce wypchanej otyłością trzewną zwrócił nam delikatnie uwagę że brudzimy szybę.
– „eeee kupujecie? czy się tylko gapicie, nie po to całą sobotę czyściłem, żebyście ta palcowali”
– Kierowniku, ile za to cygaro?
– „tyle ile trzeba, widać żeście gołodupcy, więc patrzcie za Polonezem”
– Kierowniku, ale kolega książeczkę mieszkaniową zlikwidował.
– „25tysięcy, taniej nie puszczę, i nie ma jazdy próbnej, benzyna droga”
– ale to na stare czy już na nowe?
– „dolarów, nooo już chłopaki, bo klientów straszycie…”