Dlaczego nasi przyjaciele zza buga są tak trudnymi klientami?

Absurdalnie dokładne mierzenie czujnikiem lakieru, skanowanie auta przez OBD, zaglądania pod uszczelki, sprawdzanie numerów szyb, numerów lamp przednich, a to wszystko w autach za 2,3 najwyżej 4 polskie najniższe polskie wypłaty.
O co tu chodzi? Dlaczego ktoś importujący stare auta z polski, do kraju gdzie spora cześć aut pamięta najlepsze czasy USRR, ma tak absurdalnie wyśrubowane wymagania?
Dlaczego Stiepan spod Żytomierza zmieniający swoją LADE 2107 na Dacie Logan z 2008 roku oczekuje od niej stanu salonowego, a podstawowy wyznacznikiem sprawności wymarzonego pojazdu jest grubość powłoki lakierniczej? Przekroczenie 200 mikronów jest wyrokiem śmierci dla pojazdu?
Odpowiedz jest prosta.
W Polsce aby kupić normalny samochód nadający się do jazdy,wystarczy wspomniane kilka pensji.
U naszego wschodniego sąsiada cena pojazdu za 5k PLN, rośnie do 15, 20 a nawet 25 tysiecy złotych, głównie przez podatki, łapówki, marże importera.
Dla wspomnianego Stiepana nasz stary Logan to zakup życia, za wszystkie oszczędności![]()