Auto do 10k pod SCT.
Mamy następujące założenia, auto ma kosztować nie więcej jak 10 000 PLN, ma spełniać wymogi Strefy Czystego Transportu w Krakowie, ma być sprawne, tanie w utrzymaniu, niezawodne.
Wbrew pozorom nie są to wymagania bardzo trudne do spełnienia.
Odrzucamy samochody z silnikami diesla, dla nich strefa jest niezwykle trudna do spełnienia, musimy kupić auto co najmniej z rocznika 2014, które i tak będzie wtedy spełniało wymagania SCT tylko do 2029, kiedy to zostanie podniesiony limit wymagań do EURO 6D, czyli diesle wyprodukowane po 2018 roku.
Szukamy więc auta z silnikiem benzynowym, z rocznika co najmniej 2005. Norma EURO 4
Zdecydowanie szukamy wśród popularnych marek, wszelkiego rodzaju nisze są fajne dla pasjonatów, w życiu codziennym zupełnie się nie sprawdzają. Nie chcemy szukać filtrów czy lampy w Tajlandii, czy też ściągać tarcze hamulcowe z USA.
Szukamy auta jak najbardziej odpornego na korozje, w naszym klimacie, przy przyjętym sposobie zimowego utrzymania dróg, auto musi być wybitnie dobrze zabezpieczone przed korozją, inaczej będzie jak płot, do malowania każdej wiosny. A każde coroczne badanie techniczne będzie walką o pieczątkę na kolejny rok jazdy.
Z mojego doświadczenia, najlepiej z antykorozją radzą sobie auta francuskie, dużo słabiej niemieckie, tragicznie radzą sobie auta Japońskie i Koreańskie.
Parametr niezawodności odwraca nam tą listę, statystycznie najbardziej niezawodne są auta Japońskie, potem Niemieckie, a następnie Francuskie. Jednakowoż jest to powszechna opinia, z którą osobiście się nie zgadzam.
Moim zdaniem w tej chwili auta Niemiecki spadły na ostatnie miejsce pod względem niezawodności.
Niemiecki przemysł wpadł w spiralę komplikowania, każdego rozwiązania, próbując znaleźć rozwiązanie problemów wynikłych z tych komplikacji, dokładają kolejne cegiełki chaosu.
Moim zdaniem szukamy auta Japońskiego, jeśli jakimś cudem uda nam się upolować pojazd nie skorodowany, lub auta francuskiego, co da nam wóz bardziej odporny na korozję, ale tutaj musimy zrobić doktorat z silników Renault, Peugeot’a i Citroen’a. Ewentualnie możemy zapolować na zdrową blacharsko Skodę z silnikiem np 1.4 16V lub 1.6 MPI.
Oczywiście auta Japońskie także miewają silniki kiepskie, ich typową przypadłością jest spalanie olbrzymich ilości oleju, żarty o właścicielach Hond mających stały abonament na zakup oleju to smutna prawda. Z aut francuskich unikamy silnika 1.6 THP od Peugeot/Citroen, silnika 1.2 Puretech od Peugeota oraz silnika 1.4 TCE od Renault.
Reszta jest w porządku, wybitnie dobry jest 1.6 16V pojawiający się jeszcze w Megane III i Clio IV a pamiętający Renault 19, godny polecenia jest także 2.0 Turbo, taka Laguna III z 2.0 Turbo jest na mojej liście, brałbym na daily jak się trafi w dobrej cenie 🙂
Mamy już nasz wybrany pojazd, jedziemy na oględziny.
Jeśli kompletnie nie znamy się na samochodach, skorzystajmy z pomocy znajomego, mechanika, lub osoby profesjonalnie doradzającej przy zakupie auta. Nie oglądajmy auta pytając na bieżąco o postępowanie CHAT GPT.
Zaczynamy od korozji, dziury w nadwoziu, w poszyciu raczej dyskwalifikują pojazd, niechlujne naprawy blacharskie, łatki, progi wypełnione pianką, od razu uciekamy.
Możemy zmierzyć grubość lakieru, ale naprawdę drugi lakier to nie wyrok, nie kupujemy obiektu muzealno kolekcjonerskiego, to pojazd użytkowy mający kilkanaście lat, nawet jeśli na całym aucie jest druga warstwa lakieru, nie ma to znaczenia. Jeśli czujnik pokaże 400 czy 500 mikronów i wyświetli komunikat „UWAGA SZPACHLA” to nie ma znaczenia. Oczywiście jeśli czujnik na danym elemencie nie łapie odczytów wcale, to rzeczywiście to miejsce zostało naprawione niechlujnie. Czy dyskwalifikuje to dany egzemplarz, niekoniecznie. Błotnik czy drzwi z grubą warstwą szpachli i lakieru to nie problem. Słupki lub dach to rzeczywiście kłopot, i taki pojazd odpuszczamy.
Jeśli nasz oglądany pojazd nie ma widocznych oznak korozji, a lakier nie posiada pęknięć, słupki i progi nie są mieszaniną błota, pianki, drutu i szpachli.
Przechodzimy go oględzin wnętrza. Tutaj jest dużo łatwiej.
Po pierwsze wąchamy auto, zapach lakieru zdecydowanie sugeruje świeże poprawki lakiernicze, zapach wilgoci sugeruje nieszczelności, zbieranie się wody. Nadmiernie wyperfumowany wóz może sugerować próbę tuszowania powyższych, ale spora część społeczeństwa lubi takie duszące jeżdżące perfumerie, tłuste od plaka i mordujące nos milionem WUNEDRBAUM’ów. To akurat da się usunąć.
Oglądamy kompletność wnętrza, sprawdzamy działanie szyb, lusterek, drzwi. patrzymy na podsufitkę. Może być odklejona, może być opluta colą, czarna od palonych papierosów. Fotele i kierownica dużo mówią o przebiegu, ale także o historii auta, jeśli wnętrze jest mocno zniszczone, plastiki połamane, skóry potargane, to nie spodziewajmy się że ktoś, o tak niskiej kulturze dbania o przedmiotu sumiennie serwisował pojazd. Raczej był naprawiany tylko w momencie całkowitego odmówienia działania.
Wnętrze jest przyjemne, bez zapachowe, kompletne i zadbane, przechodzimy do mechaniki.
Po pierwsze sprawdzamy kontrolki auta. Wszystkie lampki: check, ABS, SRS powinny się zaświecić, a po odpaleniu pojazdu zgasnąć. Jeśli auto zgłasza błąd CHECK ENGINE, ABS lub np błąd poduszek to raczej nie jest to naprawa za 50 złotych, jeśliby tak było, to zostałoby to naprawione.
Jeśli umiemy się posługiwać system diagnostycznym OBD, to super, odczytajmy ewentualne kody błędów.
Otwieramy maskę. Idealnie gdyby silnik był pozbawiony wycieków, ale zakurzony z drogi, nie za czysty nie za brudny 😉
Absurdalnie czysta komora silnika sugeruje niedawne intensywne mycie. Możliwe że jest to efekt tuszowania wycieków.
Sprawdzamy poziom oraz kondycję płynów. Olej powinien mieścić się w stanie, niski poziom sugeruje pobór oleju przez silnik, zbyt wysoki stan może sugerować dostawanie się paliwa do oleju, lub częste jego uzupełnianie i przelanie silnika. Czarny smolisty olej w silniku benzynowym oznacza że dawno nie był zmieniany, kolor kawy z mlekiem to ewidetny objaw dostawania się płunu chłodniczego do oleju. Olej powinien mieć kolor miodowy.
Płyn chłodniczy powinien być czysty, klarowny, bez śladów oleju silnikowego. Sama barwa może być czerwona, żółta, niebieska w zależności od rodzaju płynu chłodniczego. Jeśli w zbiorniczku znajdziemy wodę, odpuśćmy auto.
To oznaka zaniedbań, auto posiada wycieki chłodziwa, które nie są naprawiane, lecz uzupełniane najtańszym sposobem.
Oglądamy także paski osprzętu, jeśli są stare, spękane, jest to sugestią poziomu braku dbania o samochód.
Klemy akumulatora powinny być czyste pozbawione osadów, śniedzi.
Wszelka korozja na podłużnicach czy kielichach pod maską auta dyskwalifikuje dany egzemplarz.
Zaglądamy do bagażnika, tam szukamy wilgoci, stojącej wody, śladów po wypadkach.
Przechodzimy do jady próbnej.
Sprawdzamy sprzęgło, powinno działać płynnie i nie wymagać dużej siły. Jadąc pod górę na wysokim biegu wciskamy gaz do podłogi, to zweryfikuje stan okładziny sprzęgła, jeśli obroty wzrosną, a auto nie przyśpieszy adekwatnie, ślizga się tarcza sprzęgła.
Jadąc na wprost, na równej drodze sprawdzamy czy pojazd nie ma tendencji do ściągania. Może ona wzrosnąć podczas hamowania. Jeśli podczas jazdy słyszymy stuki z zawieszenia, jest to oznaką sporych zaniedbań, z drugiej strony elementy zawieszenia w popularnych autach są tanie i powszechnie dostępne.
Podczas jazdy sprawdzamy całe wyposażenie auta. Szyby, lusterka, szyberdach, tempomat, klimatyzację, nawiew, grzane fotele, radio. Oczywiście nie dająca się otworzyć elektryczna szyba, to nie jest gigantyczny problem, w większości przypadków naprawimy to za kilkaset złotych. Klimatyzacja to już większy koszt, a sam brak czynnika to najczęściej bajki i pobożne życzenia sprzedawcy.
Jeśli auto nam odpowiada, jeździ prawidłowo, jedziemy na Stację kontroli pojazdów.
Za niewielką opłatą możemy tam dokonać oględzin przed zakupowych przez diagnostę.
Co ważne obejrzymy pojazd od spodu. Skupmy się na ewentualnych wyciekach z silnika i skrzyni biegów, na stanie korozji podwozia, wszelkie dziury w progach wewnętrznych czy podłużnicach dyskwalifikują pojazd. Warto także obejrzeć stan przewodów hamulcowych oraz paliwowych. Wymiana kompletu przewodów w zwykłej Skodzie Fabii to koszt od 1000 złotych. Warto także sprawdzić obecność katalizatora spalin, tak jest jeszcze sporo aut z zupełnie wyciętym katalizatorem.
Jeśli nasz pojazd przeszedł pomyślnie całe oględziny, ścieżkę zdrowia na stacji diagnostycznej to kupujmy, takich aut jest mało na rynku, zwłaszcza w pierwotnie założonej cenie do 10 tysięcy złotych.
